#12 W życiu jest za dużo zmiennych, aby je projektować na dłużej niż rok – Maciej Filipkowski

Tym odcinkiem wkroczyłem w świat video.
Usiedliśmy z Maciejem na wygodnych fotelach.
Kamera wystartowała!

Rozmowa, podobnie jak poprzednie odcinki, jest dostępna w wersji podcastu, do posłuchania:

Rozmawiam z Maciejem Filipkowskim o życiu, w którym jest za dużo zmiennych, aby je projektować na dłużej niż rok.

O tym, co w przeszłości skłoniło Macieja do porzucenia pracy w korporacji i rozpoczęcia inwestycji w 30. start up’ów.

Maciej rozmawia ze swoim gośćmi o projektowaniu życia. A ja zapytałem Macieja czy dziś jego życie wygląda tak, jak je sobie wcześniej zaprojektował.
Jakie tematy, obszary, osoby szczególnie ciekawią Macieja, kiedy myśli o przyszłości projektu Zaprojektuj Swoje Życie.

Rozmowa do posłuchanie w formie podcastu również na Spotify / link.do/yPdsl
i Apple Podcasts / link.do/4E0uK

Transkrypcja podcastu (zapis, do poczytania):

– Witam wyjątkowego gościa, który również nagrywa Podcast.
– Cześć.
– Chciałbym porozmawiać o twoich doświadczeniach, m.in. z produkcją Podcastu. Ale według mnie to nie jest tylko podcast – to dość duża produkcja.
– Bez przesady, zrobiliście mi tu rewolucję w studiu. Zastanawiam się, czy nie zrobić tego u siebie inaczej. 

– To, co mnie skłoniło, żeby z Tobą porozmawiać, to droga do m.in. Podcastów. Dużo opowiadasz o sobie. Przez lata pracowałeś w korporacji i jestem bardzo ciekawy najważniejszych momentów, które spowodowały, że jesteś w tym miejscu.

Nawiązuje to do Twojego Podcastu, Ty pytasz swoich gości, w jaki sposób projektują swoje życie.
Jestem ciekawy, czy to, co teraz robisz, jest to przemyślana strategia, projekt, czy były też kluczowe momenty, które spowodowały, że rzucasz pracę w korporacji i stajesz się inwestorem? 

– Strasznie dużo pytań w jednej wypowiedzi i nie wiem, czy uda mi się wszystkie zapamiętać, ale spróbuję. 

Słuchaj, zacznijmy od Podcastu. Rzeczywiście, mieliśmy bardzo fajną zajawkę, ale Kuba (operator filmowy), który robi miał bardzo fajny pomysł na, udało nam się w 70% zrealizować, było parę scen, które nie wyszły, wycięliśmy je. Generalnie, tak jak mówiłem w paru innych odcinkach, ten pierwszy odcinek, który wyszedł, z Marcinem Beme – jest w nim powiedziane Witamy w kolejnym odcinku audycji…, bo to był bodajże czwarty czy piąty odcinek nagrywany. Wcześniejsze wg mnie nie nadawały się. 

Z każdym odcinkiem coraz lepiej wychodziło nam to technicznie. Kilku gości skomentowało, że nie potrafię specjalnie zadawać pytań. Dostałem rekomendację książki, którą teraz czytam, The Art of Interview[1]– bardzo polecam dla tych, którzy chcą prowadzić rozmowy.

– Nie jest to łatwe, bo sam nie miałem najłatwiejszego startu. 

– Godzinę przemeblowywaliście studio, jestem ciekaw efektów, zobaczymy. 
Udało mi się stworzyć taki zespół, w którym w dwie lub trzy osoby wymieniamy się poglądami, pomysłami i energią. Mam po prostu z tego przyjemność. Pytałeś mnie przed nagraniem, po co to robię – bo mogę i chcę.

– Zapytam o współpracowników. Rozumiem, że są to osoby, które pracują nad koncepcją odcinków.

– Koncepcja jest tak naprawdę moja. Szukam osoby, która jest ciekawa. 
Aczkolwiek w trakcie rozmowy zdarza mi się zapomnieć zapytać o jakiś obszar, więc dostaję pomoc. Tam są zawsze drzwi oklejone pytaniami, więc wyglądam, jak bym był super przygotowany, że mam wszystko w pamięci, a nie do końca tak jest.
A jeżeli chodzi o koncepcję, kto ma przyjść, jest to przede wszystkim moje, ale o czym rozmawiamy, jak przedstawiamy gościa, to już jest wynik pracy naszej trójki. 

– Na pytanie Po co? Odpowiadasz Bo lubię. Tak?

– Nie. Bo mogę i chcę. Wiesz co, nagrywałem podcast u Jacka Santorskiego, który będzie odpalał nowy kanał[2]. Z Jackiem Santorskim mieliśmy bardzo fajną rozmowę. Rozmawialiśmy o wartościach, o tym, co nas napędza i tak dalej. 
Tak naprawdę zmieniałem swoje wartości. Wartości, które towarzyszyły mi przez pierwsze 40 lat mojego życia czy też drugie 20, to były wartości, żeby odnieść sukces w korporacji. Potem stwierdziłem, że to chyba nie do końca jest moje i chciałem uzyskać niezależność i, że się tak wyrażę, pewien poziom szczęścia. 
Nie potrafiłem tego zdefiniować poza niezależnością. Potem, kiedy zacząłem się zastanawiać, co to jest ta wartość, to zauważyłem, że szczęście daje mi uczenie się. Zacząłem więc to robić. 
Potem posiadając dwie silne wartości, które były w kontrze do tego, żeby zrobić karierę i tego typu rzeczy – w korporacji ciężko jest być niezależnym. Uczenie się do pewnego momentu jest naprawdę niesamowicie przyspieszone, jeżeli znajdzie się dobrą firmę, ale potem się to wypłaszcza. Brakowało mi tej trzeciej. 


W 2015 roku postanowiłem, że przestanę pracować zawodowo, bo udało mi się tę niezależność finansową osiągnąć poprzez inwestycje, parę mądrych rzeczy, nawet więcej szczęścia niż tych ruchów. Ale brakowało mi jakiegoś sensu w tym, co robię. Czytałem książkę The Art of Possibility[3]o małżeństwie – on jest dyrygentem w filharmonii bostońskiej, ona jest psychologiem. I w tej książce było parę bardzo ważnych informacji. 
Zapraszam wszystkich do 23. odcinka podcastu Zaprojektuj swoje życie[4], nie wiem, czy eksperyment wyszedł dobrze, ale o tym właśnie dużo mówię. Ta książka dała mi trzecią wartość, czyli kontrybuowanie, oddawanie. Mój podcast polega tak naprawdę na tym, że chciałbym się dzielić tą drogą, tym pomysłem, tym, co wymyśliłem i zrobiłem, ale nie do końca uważam, że ja mam taką głębię, żebym mógł zapełnić audycję na wiele odcinków. Szukam ludzi, którzy mają ciekawe pomysły i próbuję pokazać ludziom, że tak naprawdę projektowanie życia musi być nasze, własne, więc każdy z naszych gości jest inny, niektórzy bardziej, niektórzy mniej. 

Trochę robię eksperymenty – odjeżdżam w taki różne kierunki typu macierzyństwo, nie tylko przedsiębiorczość. Chcę zapraszać ludzi, którzy robią świetne kariery w korporacjach, bo im to wychodzi i chcieliby opowiedzieć o tym w ciekawy sposób.

– Dzisiaj jesteśmy w twoim biurze.

– Jesteśmy w moim studiu, biuro jest tam za drzwiami. 

– Rozumiem, że tutaj niekiedy pracujesz cały dzień. Staram się zrozumieć dzień z życia inwestora, podcastera.

– To jest jedno z wielu pytań, które również ja zadaję. Nie mam powtarzalnych dni! Bardzo bym chciał, bo dzięki rutynie pewne rzeczy jesteśmy w stanie wykonać szybciej i lepiej, ale ja nie mam powtarzalnych dni. Jak nagrywam, staram się nagrywać przed południem, żeby mieć pewien poziom energii, którą lubię. I jeżeli spotykam się z moimi osobami, którym mentoruję, to dostosowuję się do ich kalendarza. Często wyjeżdżam z Warszawy, żeby spotkać się w różnych miejscach, np. z osobami od startupów lub z tymi, z którymi pracuję na zasadzie mentoringu. 
Generalnie każdy dzień jest jakimś powtarzającym się chaosem.

– Ale kierujesz nim.

– Mam zaplanowany każdy dzień na dwa tygodnie do przodu. Mamy też synchronizację kalendarzy w rodzinie, więc wiemy, kto, kiedy zajmie się dziećmi, kiedy mamy czas razem, więc to działa. 
Od kiedy nagraliśmy Adama Jesionkiewicza[5], odkryłem bullet journal[6]. Zacząłem wchodzić w pióra. Dzisiaj mam spotkanie o piórach.

– To już na poważnie, widzę.

– Okazało się, że mam 3 pióra w szufladzie, które „nic nie robiły”, więc w tej chwili ciężko pracują. 

Ale chodzi mi o to, że pisanie tego, co masz zrobić w analogowy sposób, nie przed ekranem, powoduje, że inne obszary mojego obszaru się uaktywniają. Jeżeli muszę przepisywać coś z kartki na kartkę czwarty czy piąty raz, to bardzo mnie to denerwuje, bo albo to skreślę, albo to wreszcie zrobię. 

– Co przepisujesz?

– Jeśli nie zrobisz jakiegoś zadania, wpisujesz sobie, że chcesz coś zrobić. I jeśli ono nie zostało wykonane danego dnia, to przepisujesz je na następny dzień. I jeśli znowu tego nie zrobiłeś – znowu to przepisujesz. 
I tak między trzecim a czwartym dniem pojawia się taki moment, czy ja naprawdę chcę to zrobić, czy tylko siebie męczę? Jeżeli chcę to zrobić, to robię to w tym momencie, a jeśli nie – to jest wtedy taki przyjemny moment skreślenia tego. Eksperymentuję. 
Mnie to pomogło. 

Aczkolwiek mieliśmy takie momenty, że wyjechaliśmy na trochę z Warszawy, przemieszczaliśmy się rodzinnie i patrzę do mojego notesu i widzę, że nic nie ma. Były takie momenty, że to wyłączyłem, że chciałem być na żywioł. Ale mnie to pomaga.

– W czym Ci to pomaga? Masz uporządkowane, zaplanowane życie.

– Z zewnątrz to właśnie tak wygląda – cudze życie zawsze jest lepsze niż nasze! Moje życie to chaos. Ale to pomaga mi to ogarnąć ten chaos. 

– Zdradzisz, jak projektujesz najbliższy rok, dwa lata? 

– Nie projektuję na więcej niż na rok do przodu. Uważam, że mam za dużo zmiennych, które są i w świecie, i w życiu moim.

– Czy jest coś szczególnie ważnego, co dałoby Ci dużą satysfakcję, jeśli chodzi o działania, pomysły i projekty na najbliższy rok?

– Tak. Gdybym mógł lepiej zadbać o swoje ciało, zdrowie, móc schudnąć, nabrać tężyzny fizycznej, naprawić swoje kolano, to byłby to zajebisty projekt. 
Nie mam na razie do niego wystarczająco dużo zapału i energii, więc muszę to teraz znaleźć. 

– Wspominasz czasem, że chciałbyś spędzić czas w Portugalii, Kalifornii.

– Bardzo lubię morze i słońce. 

– Myślisz o tym, żeby kiedyś tam zostać?

– Na pewno tak, ale wiesz co, pytanie jest, kiedy bym się znudził. Bo ile można tego zen? 

– Po naszej rozmowie wnioskuję, że trochę różne rzeczy się dzieją. To bardzo dynamiczny czas i starasz się chwytać różne rzeczy, które są interesujące, pozwalają uczyć się.

– Robię różne rzeczy równocześnie – od spisywania piórem 30-letnim (a nawet starszym) notatek z tego, co robiłem, do wymyślania jak geolokacja czy voice zmieni świat w ciągu najbliższego czasu. Do zajmowania się małymi i dużymi dziećmi, do, wiesz… Życie jest dość skomplikowane. Staram się to ogarnąć.

– Myślisz, że to, że żyjemy dziś w 2019 roku, ma znaczenie, jeśli chodzi o komplikacje, ciekawość? Czy gdybyśmy to robili w latach 70., to również mówiłbyś, że tyle dzieje się?

– Wiesz co, oglądałem Mad Men’a[7] (taki serial). Warto go obejrzeć, zwracając uwagę niekoniecznie na pierwszy i drugi plan, tylko zwracając uwagę na trzeci, czwarty i piąty plan – tam jest dużo rzeczy pokazanych z punktu widzenia, jak kiedyś traktowaliśmy kobiety, jak wyglądała kariera, co się działo w telewizji, jak J. F. Kennedy został zamordowany, różne rzeczy się tam dzieją. 
I to mi dało bardzo ciekawą perspektywę – właśnie z powodu tych społecznych zmian. 
Dało mi właśnie bardzo dużo do przemyślenia, jak łatwo jest – tak jak zadałeś mi pytanie, co by było w latach 70. – bo jak patrzymy na to, co się wydarzyło 40-50 lat temu, to jest nam łatwo stwierdzić, że to było skutkiem tego itd. Yuval[8]w swoich książkach Homo Sapiens… Homo Deus…opisał bardzo ciekawą rzecz, że jest tak wiele wątków i było, że nigdy nie wiadomo, co się stanie. 

To, że wybuchła I Wojna Światowa, teraz jest oczywistą sytuacją, bo A,B,C się wydarzyło… To, że II Wojna Światowa potoczyła się tak, jak się potoczyła i miała tyle ofiar, jest w tej chwili oczywiste. Ale siedząc z drugiej strony płotu, wiele rzeczy mogło się dziać 31 sierpnia na weselu. 

Zresztą piękny artykuł żony Radka Sikorskiego – Anny Applebaum [9] o weselu, które odbywało się 31 sierpnia, jak wszyscy nie zdawali sobie sprawy albo zdawali, ale nie wiedzieli, co się wydarzy… Bo nie wiesz, bo za dużo jest takich rzeczy. 

– Myślę, że mimo wszystko jak się  Ciebie słucha w Zaprojektuj Swoje Życie, to tam skutecznie przemycasz swoją historię, co spowodowało m.in. że tutaj jestem. 

– Nie umiem się zamknąć jako ten, który robi wywiady i nie umiem zadawać pytań, ale zawsze coś dopowiem. To prawda.

– Jak to powiedziałeś, przypomniałem sobie, jak w jednym z wywiadów twój gość powiedział, że się poznaliście 12 lat temu i wspominał, że byłeś wtedy zupełnie innym człowiekiem. Jaki wtedy był Maciej?

– Powiedziałbym, że skuteczniejszy w osiąganiu i dążeniu do celów, ale jednocześnie, że była to mniej miła osoba. 

– Czy to ważne dla Ciebie, żeby być bardziej miły?

– Nie. Ja po prostu chcę być sobą. Jeżeli ludzie odbierają mnie jako miłą osobę, to się cieszę. A jeżeli nie odbierają mnie jako taką osobę – to trudno.Ale nie chcę być skuteczny za wszelką cenę – a wtedy tak chciałem.

– Zaraz porozmawiamy o biznesie. O tym, w jaki sposób dzisiaj działasz w biznesie, bo za tą skutecznością szło działanie w korporacji. 
Teraz chciałbym zapytać o taki moment, który spowodował, że zaczęła kiełkować myśl, aby w tym 2015 roku opuścić korporację. 
Ale mówiłeś mi wcześniej, że to nie był moment. To była zaplanowana zmiana?

– Nie, to była rewolucja. Zawsze chciałem być przedsiębiorcą, ale trochę inaczej ułożyło się moje życie.

– Wcześniej prowadziłeś biznes?

– W 1977 czy 1978 roku miałem swój pierwszy biznes. Potem próbowałem otworzyć wydawnictwo, później wyjechaliśmy do Stanów, więc się trochę to zmieniło. Ale generalnie to, co się wydarzyło, to na INSEAD we Francji dostałem pierwszą książkę, która wpłynęła na tę moją niezależność, to była książka Kiyosakiego Bogaty Ojciec, Biedny Ojciec. Ona definiuje to, czym jest dochód pasywny i czym jest dochód z pracy, tłumaczy, jak to zrobić, stworzyć. Prosta jest książka, żeby nie powiedzieć, prostacka. Ale generalnie daje Ci koncepcję tego, że jeżeli uda Ci się stworzyć dochód pasywny na poziomie swoich wydatków, czyli z mieszkań, biznesów, utworów, czegokolwiek, co stworzysz, co się napędza, to dochodzisz do sytuacji, w której możesz dokonywać wyboru. 
Pytasz się, dlaczego robię podcast – bo robię i chcę, i jestem na takim etapie, że mogę to zrobić. 

– Dopytałbym jeszcze, czy ten rok 2015 był zaplanowany w tych strategiach? 

– Tak. 

– W jednym z podcastów mówiłeś o takiej sytuacji byłeś na imprezie rodzinnej i ktoś ciebie, co robisz, a Ty odpowiedziałeś, że jesteś na emeryturze.

– Tak, miałem wtedy 40 lat. Ale generalnie mam problem z definiowaniem, co robię, bo jestem zajęty. Mój dzień jest pełen spotkań, decyzji inwestycyjnych i tego typu rzeczy. 

Dzisiaj oglądałem mieszkania, które się buduje. Dziś miałem spotkanie z przyszłym gościem podcastu, miałem telekonferencję ze spółką, zarządem, więc ten dzień jest pełen. 
Dziś nagrywamy spotkanie, później muszę nagrać nową rozbiegówkę, bo okazuje się, że czytam za dużo z kartki, trzeba przerobić mój głos na bardziej sexy czy jakkolwiek. 

Potem mam spotkanie z kolegą, żeby porozmawiać z nim o biznesach, więc ten dzień pełen. 
Ciężko to nazwać emeryturą, ale miałem olbrzymi problem ze zdefiniowaniem tego, co robię, bo jeżeli ktoś przez kilkanaście lat pracował w dużych organizacjach, korporacjach i dzień był definiowany tym, co się robi, mogłem bardzo łatwo przykleić sobie naklejkę, że jestem GM-em czy wiceprezesem, łatwo jest się zdefiniować w momencie jak jest się tak rozproszonym. 

Kiedy byliśmy na imprezie rodzinnej pytali, co robię. Nie potrafiłem dokładnie powiedzieć, co robię. Powiedziałem, że jestem na emeryturze. Wszystkie starsze osoby (50-65 lat) tłumaczyły mi, że jest to niemożliwe, bo nie przysługuje mi jeszcze emerytura, dopiero od 65. roku życia.

– Jesteś inwestorem, prawda? Dzisiaj tak o sobie mówisz. Inwestujesz w startupy. Najczęściej są to tylko startupy, czy również innego rodzaju inwestycje?

– Na razie zainwestowałem w ponad 30 startupów. To nie są duże sumy. 

– A zdradzisz, jakiego są to rzędu kwoty?

– Najmniejsza inwestycja to 14 000 zł, największa – kilkaset tysięcy złotych. To zależy od etapu, na którym jest pomysł, spółka, startup. 
Jeżeli pomysł jest dobry i się rozwija, to warto w niego inwestować dalej. 
Przy takim portfelu ponad 30 firm, to 25-28 na pewno upadnie, nic z tego nie będzie. Też trzeba zdać sobie sprawę, że te pieniądze się wywalą, bo próbujesz obstawić taki zakład, który wygra, ale nie wiesz który to jest na samym początku i niekoniecznie wiesz, który wygra. 

– Zakładasz, że 28 upadnie, a dwie przyniosą zysk, satysfakcję?

– Miałem taką nadzieję. To różni się układa, więc zobaczymy. 
W tej chwili bardziej skupiam się na dwóch etapach. Po pierwsze, rozwoju tego, co mam. Czyli tego co tam jest. Tych kilku spółek, które performują i founderzy chcą ze mną rozmawiać itd. 
A po drugie, część z tych inwestycji ma już grubo powyżej 5-7 lat, więc też zaczynam zastanawiać się, jak z nich wyjść i co zrobić. 
Ja zrobiłem sobie taką zasadę 3 lata temu, że nie inwestuję w więcej niż jedno czy dwa przedsięwzięcia, start up’y w roku, żeby ograniczyć swoje rozproszenie – bardziej mentalne i czasowe, niż nawet finansowe.

– Czym kierowałeś się wtedy, kiedy podejmowałeś decyzję wejścia współpracy ze startupami?

– Wtedy czy teraz bym się kierował?

– Wtedy.

– Marzeniami i wizjami, że start up’y zmieniają świat.

– 7 lat to długo.  Nie upadły, bo mówisz, że funkcjonują. 

– To nie znaczy, z punktu widzenia inwestora da się  wyjść. Pamiętaj, że jako inwestor wkładasz pieniądze, spółka się rozwija, i masz nadzieję wyjąć więcej pieniędzy, niż włożyłeś. Więcej pieniędzy niż koszty alternatywne, typu kupienie mieszkania, czy włożenie na lokatę. 
Kiedyś wydawało mi się, że te startupy zmienią świat i bardzo szukałem ekscytujących pomysłów. W tej chwili jestem bardziej wyrachowanym czy też nauczonym inwestorem. Szukam dobrych pozycji inwestycyjnych.

– Co to znaczy dobra pozycja inwestycyjna?

– To znaczy, że z góry chciałbym wiedzieć, że będę mógł to sprzedać z jakimś tam prawdopodobieństwem wyższym niż marzenie. I od razu chcę mieć bardzo dobrą pozycję, jeżeli chodzi, za ile to kupuję. 

Jeden z bardzo bogatych polskich milionerów powiedział, że kupić trzeba umieć tak, żeby być zarobionym już przy kupnie, a nie przy sprzedaży. I to o to chodzi. 
Szukam pomysłów jako inwestor, gdzie mogę coś wnieść, wejść jako inwestor z wiedzą, kontaktami i czymś jeszcze. I wtedy negocjuję swój udział. Wtedy dochodzi do sytuacji, w której startupy oferują mi udziały za to, że pomagam się im rozwijać. 

– Chciałbym zapytać, jak wygląda taka współpraca ze start up’em, z którym już jesteś związany. Czyli z takim, w który już zainwestowałeś. 
Z tego, co rozumiem, skro jest ich około 30 to bliższa współpraca dotyczy tylko części z nich. 

– To zależy od zarządu i founderów. Są founderzy, którzy chcą współpracować. Mam bardzo prostą zasadę: reaguję na wszystkie momenty, w których founder pyta się, czy mogę jakoś pomóc.Na początku jest tego więcej, bo wiedza jest wtedy potrzebna. Później, jeżeli firma się rozwija, korzysta z funduszy, ma więcej wokół siebie osoby, które chcą im pomóc. Ale są founderzy, którzy regularnie się ze mną spotykają – raz w roku, trzy razy w roku – albo dzwonią i rozmawiamy. 
Są tacy, którzy uważają, że sami są w stanie to zrobić. Nigdy nie jestem jedynym inwestorem, zawsze jest kilku inwestorów i fundusze. 

To, co najbardziej lubię w ludziach, którzy prowadzą spółki i robią to dobrze, to to, jeżeli regularnie komunikują się z inwestorami, czyli raz w miesiącu wysyłają investor letter, który jest mailem, w którym opisuje się, że wyszło to… takie mamy wyniki… 

– Właśnie miałem cię zapytać w jakiś sposób monitorujesz rozwój tych biznesów.  Rozumiem, że tak to wygląda.

– To jest duża część mojego czasu. Część tych inwestycji popełniłem razem z grupą inwestorów Hedgehog Fund [10]– to zrzeszenie aniołów biznesu, więc tam mam osobę, która się tym zajmuje, a resztą zajmuję się sam.

– Jak wygląda Twoja współpraca jako mentor ze start up’em , który jest bliżej w tej relacji z Tobą? Czy zwraca się do Ciebie o wsparcie? Jakiego rodzaju wsparcia może oczekiwać? Co jest tą wartością dla start up’u z posiadania takich jak ty inwestorów? Jak to wygląda?

– Inwestorzy oprócz inwestycji wnoszą do startupu dwie korzyści – wiedzę i kontakty. 

Im mądrzejszych mamy inwestorów, im mam rozleglejszą sieć kontaktów, tym lepiej możemy to wykorzystać. To działania dość naturalnie. 
Jeżeli founder jest otwarty na słuchanie feedbacku i robienie pewnych rzeczy, to może wiedzę sondować i pobierać. I jeżeli founder wie, czego szuka, to może kontaktować się częściej ze swoimi inwestorami, powiedzieć słuchajcie, potrzebujemy wejść w takie i takie miejsca…Mam taką spółkę w Krakowie, w której founder świetnie sobie z tym radzi, regularnie się ze mną spotyka, wysyła informacje. No trochę mógłby częściej wysyłać jak sobie spółka radzi, ale takie generalne. Ale w tej chwili będzie zmieniało się pewne otoczenie biznesowe. Napisał więc do mnie To są miejsca, do których potrzebuję się dostać. To są organizacje, to są firmy i wysłał. On ma w tej chwili 8 czy 9 inwestorów plus kilka funduszy. Napisał, że potrzebuje dojść do konkretnych osób w tych organizacjach, prosił o informację zwrotną kto ma jaki kontakt itd. bo chce tutaj zrobić lekki lobbing. 

– A jeśli chodzi o doświadczenie – czy to wpływa w jakiś sposób na strategię, czy są to tylko konsultacje?

– Jeśli chcą słuchać, to tak.

– A chcą słuchać?

– Zazwyczaj nie.

– I ty to akceptujesz?

– Jeżeli jesteś inwestorem i masz kilka procent w biznesie, to jak chciałbyś sterować tą spółką? Jedna strategia może zadziałać, druga nie. Czasami nie ma na to szans. Czasem nie rozumiesz tego biznesu i uczysz się tego od founderów. Mam takich parę biznesów, w które zaangażowałem się tylko po to, żeby czegoś się nauczyć. 

– Wspominasz bardzo często w swoich rozmowach o uczeniu się.

– To jedna z moich głównych wartości. 

– Wyobrażałem sobie Twoją pracę i osobę, która jest inwestorem w takiej roli bardziej mentorskiej – jesteś kimś, kto przyjdzie, usiądzie, monitoruje, pyta, daje wskazówki.

– A czemu sobie tak wyobrażałeś moją pracę?

– Pewnie dlatego, że moje doświadczenie zawodowe trzyma się wokół tradycyjnego biznesu, w którym pracuję jako trener i często są to coachingi nazywane narzędziowymi, gdzie trener jest to ktoś, kto przyjedzie i powie Ci, jak masz działać.

– Ale pytanie czy posłuchasz i coś z tym zrobisz. Trenerowi się wydaje, że tak bo w danym momencie jesteś. Pamiętaj, że jak widzę spółki nie prze okres 48 godzin czy też 48 godzin szkolenia wyjazdowego, tylko przez lata. I mam na nie wpływ. Ja robię i coaching, i mentoring, i szkolenia. Ale pytanie „co z tego zostaje?” jest dla mnie dość oczywiste. Ja widzę co się dzieje w spółce i jak to na nią wpływa i tak dalej.

 Może jestem mało romantyczny w tym, ale prawda jest taka, że to najnormalniej w świecie działa do pewnego momentu i tylko trzeba powtarzać pewne rzeczy.

Też są spółki, które sobie świetnie radzą i moja wiedza była potrzebna może w jednym lub dwóch czy trzech kluczowych punktach, a potem pojawili się lepsi inwestorzy, lepsze fundusze i ja bardzo się cieszę, że jestem. 
Po pierwsze, spółki świetnie się rozwijają. Po drugie, mam udziały w czymś, co na pewno odniesie sukces i da się to sprzedać. Po trzecie, nie zajmuje mi to w ogóle czasu.

– W jednej z rozmów wspominałeś, że nie masz w zwyczaju, żeby przychodzić ze swoją pomocą, bo wiąże się to z pewnymi oczekiwaniami…

– Jeżeli spędziłbym jeden dzień z jedną spółką, to miałbym więcej niż jeden dzień w miesiącu zapełniony, w tym weekend, bo tych spółek jest więcej niż 31.To nie o to chodzi, żeby wchodzić i napawać swoją mądrością wszystkie osoby, tylko być w tym momencie, kiedy mnie potrzebują. Mam pewne wymagania od każdej spółki, w której jestem bardziej zaangażowany lub mam więcej niż kilka procent. Jedną z nich jest bardzo jasne raportowanie przepływów finansowych. Czyli raport cashflow’owy, drugie to jest księgowość– żebym mógł w łatwy sposób zrozumieć, co się dzieje w firmie finansowo. I tego wymagam i chcę wiedzieć. Ale to jest tylko kilka spółek, gdzie mam taką potrzebę i uważam, że to działa i mówię „dzień dobry – ten raport ma do mnie trafić każdego 5-tego, czy 10-tego itd. A oprócz tego jestem dla was dostępny jak chcecie.”

– Jesteś również mentorem w spółkach, w firmach, które nie są skojarzone z twoim portfelem. Czy tutaj podobnie wygląda twoja rola? 

– Nie. Zdarza się tak, bo wtedy traktuję to jak pracę, z osobami, które mają duże albo średnie firmy i maja konkretne problemy, np. jak zbudować radę nadzorczą, jak sprzedać firmę albo jak przygotować firmę do konkretnej sytuacji. 
I jeżeli zgłaszają się do mnie i uda nam się po pierwsze znaleźć „chemię”, bo lubię pracować z ludźmi, z którym wiem, że będę chciał pracować, a po drugie dogadać finansowo, to potem pracujemy razem.

– Zapytam o tę chemię. Co zbliża Cię do wspólnej pracy?

– Hm.. Wiesz co nie zastanawiałem się nad tym nigdy…

– Ale po wyjściu ze spotkania pewnie czujesz.

– Tak, ale nie zdefiniowałem tego nigdy. To jest prawdopodobnie taki pewien poziom otwartości na pomysły innych i myślenia, wysoki poziom inteligencji, bo lubię pracować z ludźmi, którzy są mądrzejsi ode mnie w jakichś obszarach, bardziej doświadczeni, i duża chęć uczenia się. 

Na szybko to zdefiniowałem, więc nie wiem, czy trafiłem. To dobre pytanie dla mnie, żeby po kilku spotkaniach, wychodząc, zastanowił się. Jak to powiedziałeś „na czuja” potrafię to określić, ale na logikę jeszcze nie zastanawiałem się.

– Czy dzisiaj Twoje życie wygląda tak, jak je sobie wcześniej zaprojektowałeś? 
Jestem ciekawy, czy jesteś na tych torach, które sobie wcześniej nakreśliłeś?

– I tak, i nie. Pewne obszary typu inwestowanie to był główny pomysł. Potem okazało się, że to nie do końca spełnia moje oczekiwania. 

– Dużo lat wcześniej przewidziałeś pojawienie się takich możliwości jak inwestowanie start up’y. Wydaje mi się, że kiedyś było dużo trudniej to odkryć.

– Wystarczy dużo czytać. Wchodzisz w biznes, który w tej chwili będzie najważniejszym biznesem. Panowie, którzy nas nagrywają, są w biznesie wideo.

– Który pewnie jest jeden z nich najważniejszy…

– Nie. Najważniejszym biznesem i najważniejszym interfejsem, który wejdzie w tej chwili, jest voice.Interakcja dźwiękiem. Nie będziemy już dotykali telefonu, będziemy do nich mówili. Nie będziemy zastanawiali się, jak prowadzić samochód, tylko będziemy do niego mówili. Voice w tej chwili będzie jedną z najważniejszych technologii, która zmieni oblicze świata – tak jak telefon 12 lat temu zmienił wszystko. 

Części elektroniczne są tańsze, bo trzeba było je zminimalizować, wsadzić do telefonu. Potem nagle pojawiły się drony. To wszystko wynika z tego jednego interfejsu. Kamery, GPS-y, geolokalizacja, która pozwoliła na włączenie Ubera. 

Wszyscy mamy telefony. Właśnie taką rzeczą będzie voice. Jeśli odpowiednio dużo czytasz, czyli uczysz się… Czytam dobrych 4-5 godzin dziennie. Czytam i słucham. Książek słucham, artykuły zazwyczaj czytam. Aczkolwiek moje ulubione Pismo[11]w Polsce można również słuchać. W Get Abstract[12]są streszczenia książek, w którym przed przeczytaniem można przeczytać lub wysłuchać opinii i dowiedzieć się, czy książka jest warta Twojego czasu. 

Voice jest tą technologią, która wzmocni i powoli będzie zastępowała nasze interakcje dotykiem. Ale jeśli się cofniesz do 15 lat temu – wtedy były guziki, pokrętła. 
Mam 12-letni samochód, który jest interfejsem jak stara Nokia, kiedy trzeba było stukać w klawiaturę kilka razy, aby literę zrobić.. To są interfejsy, które były 15 lat temu, więc my w tej chwili patrzymy na głos, czyli np. Google Asystent i się śmiejemy. 

Już spotkałem się opinią…

To nie jest opinia. To jest fakt. Tylko ważne, aby tą falę złapać. Pytasz, jak robię to ze start up’ami… Zaczynasz zauważać, co się będzie działo. Jeżeli zauważysz co się będzie działo to wiesz gdzie się ustawić, żeby na tej desce falę złapać i móc surfować. 

– Czy to miejsce, w jakim jesteś, jest zgodny z tym, co zaplanowałeś wiele lat temu?

– Nie wiem. Powiem Ci za 20 lat. 

– Myślałem, że planujesz przyszłość.

– Przestałem żyć długoterminowymi planami. Żyję takimi krótkoterminowymi, czasami mam kilka średnioterminowych rzeczy. Pomysł z podcastem wpadł mi do głowy pod koniec października/początek listopada zeszłego roku. Pierwszy odcinek wystartował w marcu. Zaczynałem nagrywanie pod koniec stycznia lub początek lutego, ale te odcinki poszły do śmieci. Powiedziałem sobie, że do końca roku idę z tym formatem w taki sposób, w jaki sobie wymarzyłem. Aczkolwiek już widzę, że muszę zmienić światła. 

Najnormalniej w świecie chcę dociągnąć to do końca roku i zastanowić się, czy to jest ten format, czy jakoś go zmienić. 
Dostaję bardzo dużo informacji zwrotnych od słuchaczy i bardzo ciekawe feedbacki od gości – pozytywnych i negatywnych. Pamiętam, że była u mnie koleżanka, zrobiliśmy świetny wywiad, ale ona mówi później, że dwie sceny mogłem wyciąć, bo było nudno. 
I mówię sobie, że w sumie ma rację, bo zamiast godziny nagranie miałoby 40 minut i byłoby bardziej smooth. A ja nawet nie pomyślałem o tym, że mogę tak robić.

– Czy istnieje taki nurt albo obszar, który szczególnie Cię ciekawi, jeśli chodzi o rozmowy z ludźmi? 
Czy jest jakiś temat, a wokół niego ludzie, którzy szczególnie Cię interesują? 
Mam na myśli ludzi, od których mógłbyś uczyć się. Bo wiem, że to dla Ciebie ważne. I jednocześnie, aby byli to ludzie ciekawi dla ciebie oraz dla widza.

– To są dwa różne pytania. To, co dla widza będzie ciekawe, niekoniecznie jest dla mnie ciekawe i nie zawsze uda mi się taką osobę przed kamerą posadzić. 

Bardzo lubię słuchać o porażkach i o tym, co ludziom nie wyszło. Ludzie niechętnie o tym opowiadają i trzeba się napracować, żeby materiał taki wydobyć. Łatwo mówić o porażkach z osobami sukcesu, które mogą powiedzieć, że to im wyszło, a kiedyś coś im nie wyszło…Ale osoba, która w tej chwili zostawiła korporację, zrobiła Start Up, a po 4-5 latach jest bezrobotna i bez kasy, a mam takie przykłady, nie uda mi się takiego programu nagrać. A chciałbym.

– To jest obszar ciekawy dla ciebie czy dla widzów – jak myślisz?

– Dla mnie, bo można dużo się nauczyć, dużo można zrozumieć. 

– A dla widzów?
W tej chwili myślę, że dla widzów będzie dużo eksperymentów, jeżeli chodzi o osoby, które zapraszam. 

Chcę zobaczyć, co będzie interesujące. Szukam osób, które mają ciekawą historię do opowiedzenia. Mam nadzieję, że nietuzinkową w jakimś zakresie, trochę medialną – bo próbujemy zbudować grupę subskrybentów i jeśli oglądacie tego kanału, to po obejrzeniu przejdźcie na kanał Zaprojektuj swoje życie i naciskamy Subskrybuj. 

Ale ważne jest, aby te treści były jak najbardzie bliskie temu, kim jestem i nie zmienię się pod machinę medialną, bo w pewnym momencie stanę się takim jak inni… Tutaj eksperymentuję, więc nie mam jednoznacznej odpowiedzi. Szukam ciekawych historii i mam nadzieję je trafić. Czasami zaskakują mnie historie. Bo zapraszam osobę i mówię, że zobaczymy, jak to wyjdzie, a potem mówię: wow!
A czasami zapraszam i w mojej głowie poukładane, że coś będzie.  . Wychodzę po nagraniu i było wyszło „ok” i nie wiem czy to będzie mi się podobało.

A czasami wypuszczam odcinek i nie wiem jaka będzie reakcja. A reakcja jest „ale super, nie wiedzieliśmy, że to tak zadziała” I wtedy siedzę i myślę ok,  czyli w ogóle nie rozumiałam tego jak to zrobić.

– Jeżeli ktoś dzisiaj myśli o produkcji swojego kanału w formie audio czy video, co byś mu powiedział?

– Po prostu trzeba zacząć. Tak, proste. Nie trzeba robić od razu najwyższej jakości. Sam mówiłeś, że wystarczy nagrywać swój podcast na telefonie i wypuszczać go, posłuchać paru mądrych osób, które mówią, jak to zrobić i spróbować.

– Bardzo dziękuję za rozmowę.

– Dzięki.

– Cieszę się, że mogliśmy się spotkać i porozmawiać.

– Zapraszamy na oba kanały – na mój Zaprojektuj swoje życie.

– I na Cały Ten Biznes.


[1] The Art of Interview
[2] Podcast Jacka Santorskiego: app.values.pl/podcast
[3] “The Art of Possibility” – Zander Rosamund Stone , Zander Benjamin.
[4] Polecany w rozmowie #23 solowy odcinek
[5] Odcinek #19 ZSŻ Adam Jasionkiewicz
[6] Dziennik metodą Bullet Journal bulletjournal.com
[7] Serial Mad Men
[8] Yuval Noah Harari
[9] Anne Applebaum
[10] Fundusz aniołów biznesu – Hedgehog Fund
[11] Magazyn Pismo: magazynpismo.pl
[12] Get Abstract – streszczenie książek getabstract.com


Operator kamery: Damian Bartoszek
Oświetlenie: Jan Bernat