#13 Food & Lifestyle, biznes Od Kuchni – Magdalena Malutko

Rozmawiam z Magdaleną Malutko, która specjalizuje się w marketingu kulinarnym. Prowadzi agencję interaktywną Studio Od Kuchni, urocze miejsce na warszawskiej Pradze.

Restauracja otwierała się o godzinie 12. Byłam wtedy przerażona – „nikt nie wejdzie do restauracji, nikogo tu nie będzie i to będzie dla mnie porażka”.

O godzinie 13-ej nie miałam już zupełnie gdzie stać. Wtedy byłam z siebie bardzo zadowolona. Podeszłam do restauratora i mówię „A widzisz, ten facebook jednak działa!”


Transkrypcja podcastu:

– Szukałem informacji o Tobie w internecie. Wiem, że jesteś blogerem kulinarnym.

– “Jestem” to jest za dużo powiedziane. Byłam na pewno. Teraz nie mam na to czasu. Trochę brakuje mi tego, ale doby niestety nie mogę wydłużyć.

– Proszę opowiedz o drodze do biznesu jakim jest Studio Od Kuchni. Wielu twórców internetowych zamyka się w projektach internetowych. Ty wyraźnie wyszłaś poza “online”.

– W świecie “nie online” tak naprawdę byłam bardzo dużo. Bloga prowadziłam po godzinach pracy. Wtedy dużo pracowałam na etacie, to wszystko dobrze rozwijało się. Wtedy też studiowałam projektowanie dla gastronomii, gdzie miałam wykładowców, którzy byli praktykami w branży. To też otworzyło mi wiele drzwi, bo z niektórymi z nich pracuję do dziś.


Widziałam duże zapotrzebowanie w branży na tego typu przestrzeń. Wiedziałam, że kiedyś – nie sądziłam, że to nadejdzie tak prędko – że kiedyś będę chciała zrealizować ten pomysł połączenia Agencji i Studia.


Też nie do końca byłam szczęśliwa w pracy na etacie. Wcześniej pracowałam też jako freelancer. Nie do końca się w tym odnajdowałam więc chciałam coś zmienić i wróciłam na etat. Tam też się nie odnajdowałam (śmiech) planowałam to wszystko. 
Miałam rozpisaną strategię komunikacji „na kiedyś”. Miałam rozpisany mniej więcej biznes plan, który rzeczywistość trochę zweryfikowała. I przez przypadek mój ówczesny chłopak, teraz mąż, podrzucił mój pomysł swojemu znajomemu, który inwestuje w różne biznesy. To ktoś zupełnie nie związany z branżą gastronomiczną, food’ową. Zobaczył on mój pomysł, zobaczył moją prezentację i powiedział „Kurcze to jest dobry pomysł. Możemy to zrobić.” 

Tyle, że myślałam, że będzie to mniejsza inwestycja na początek. Jak widać siedzimy na 200 metrach. Życie to zweryfikowało.

Ja myślałam, że potrwa to rok, dwa, trzy. A od rzucenia pomysłu do otworzenia studia minęło mniej więcej pół roku.

– Od kiedy działa „Studio Od Kuchni”?

– Nie ma jednej odpowiedzi na to pytanie. Przestrzeń, w której się znajdujemy w ogóle nie wyglądała tak jak teraz. Trzeba było wszystko wyremontować, zmienić podłogi, zburzyć ściany, postawić je od nowa. 

Chcemy, żeby to miejsce kojarzyło się z czymś przyjemnym i żeby nie było postrzegane jako zwykłe studio. Ale rzeczywiście jako przestrzeń kreatywna, która skupia wokół siebie pasjonatów i marketingu i jedzenia i komunikacji. 

Finalnie z etatu zrezygnowałam z końcem października 2018. Tutaj byłam już od listopada i zajmowałam się tymi wszystkimi rzeczami łączenie z kupnem każdego mebla, który tu się znajduje. Trzeba było dobrać wszystkie elementy. Po drodze też mieliśmy projektantkę, która nie do końca się sprawdziła. Z jej projektu jest tylko wyspa, która tu stoi. 

Można powiedzieć, że studio działa, ma się dobrze i to są ostatnie 3 może 4 miesiące. 

Jednak przez ten cały czas trzeba było to wszystko doposażać. Nie dało rady tego kupić jednorazowo więc ten proces trwał. Ale teraz już z pełnym sumieniem mogę powiedzieć, że Kuchnia jest skończona. Czekamy tylko na zmienne fronty i doposażamy studio fotograficzne.

– W podcaście nie widać. Umieścimy zdjęcia. Domyślam się, że tutaj różne elementy są fotografowane i filmowane. Jest miejsce, gdzie swobodnie może pracować ekipa filmowa albo fotografowie.

Czy to zazwyczaj jest tak, że ekipa tu przyjeżdża i spędza tu cały dzień?

– Nagrywała ostatnio u nas Kuchnia Plus i weszli tutaj o 7-ej rano i wyszli o 23-ej prawie. Był to cały dzień, plus jeden wcześniej cały dzień przygotowań.

– Czy potrzebujemy chwilę przerwać rozmowę na ważne sprawy zawodowe?

– Tak, jest godzina 12 i czas aktualizować informacje o menu na lunch. Mamy w Agencji naturalny podział obowiązków i ja prowadzę aktualizacje ponad 3 lata. Wszyscy kelnerzy mnie znają i wysyłają do mnie informację o menu na lunch. Nie ma sensu, żeby wysyłali informacje do koleżanki. To wszystko jeszcze trzeba obrobić i dodać. To akurat jest Sypka Mąka, restauracja Jurka Sobieniaka.

– Robisz to na smartfonie i domyślam się, że efekt za chwilę będziemy mogli obejrzeć w mediach społecznościowych na facebooku i instagramie.

– Na facebooku dodaję ja, na Instagramie dodaje Ola Janiak.

– To jeden z elementów Twojego biznesu. Jest południe i dobrze w tym uczestniczyć. Co dzisiaj na lunch?

– Dziś na lunch krem z białych warzyw i pieczona ryba w sosie koperkowo-śmietanowym. I takana z maliami.

– Jest godzina 12 więc restauracje ogłaszają co na lunch i pewnie do 16 – ej każdy może pojawiać się.

– Bardzo mało restauracji obecnie dodaje lunche codziennie w formie zdjęć. A my mocno naciskałyśmy jednak na to, bo ludzie patrzą i dokonują wyboru oczami.

– Dla mnie to też źródło informacji. Kiedy pracuję w domu i decyduje się na lunch to, aby sprawdzić menu zaczynam od facebooka. Jedna z pobliskich restauracji publikuje menu na stronie i dla mnie jest to już lekkie utrudnienie. łatwiej mi sprawdzić menu na profilu niż na stronie.

– Tak, po prostu też inaczej jest, kiedy widzi się listę dań. A inaczej, kiedy zdjęcie i widzisz, jak ono wygląda. Do tego wiadomo, że ono było zrobione dzisiaj. Więc to działa na korzyść restauracji. 

Od Kuchni, jeżeli byłoby człowiekiem byłoby na pewno bardzo otwarte na ludzi i lubiłoby dobrze zjeść. Pewnie byłoby podobne do mnie i miałoby trochę skaz w postaci dużego umiłowania Netflixa.

– Jak zmienia się biznes klientów, którzy korzystają z usług studia Od Kuchni? Co wnoszą Twoje usługi do biznesu klienta?

– Klienci, którzy wynajmują przestrzeń w Kuchni mają korzyść, że mają dostęp do studia nowego i jeszcze tak bardzo nie znanego wizualnie konsumentom między innymi w telewizji. Jeśli chodzi o Agencję to największą korzyścią dla moich klientów jest to, że mają po prostu większy zysk. Nikt nie robi komunikacji, ani nie prowadzi działań marketingowych, social’owych po to, aby ładnie to wyglądało. To musi generować zyski i przekładać po prostu na sprzedaż. 

Z perspektywy czasu widzę, że nasze działania przynoszą duże efekty jeśli chodzi o restauracje. Restauracje to jednak mój konik ze względu na to, że robię to już długo i wiem, że tam gdzie prowadzimy działania po prostu jest ruch. 

Prowadzimy współpracę z jedną z firm, której produktem jest catering dietetyczny. Pracujemy z nimi od dwóch miesięcy i wiem, że nasze działania przekładają się na większe zyski. Wydaje mi się, że to jest najważniejsze w tym wszystkim. Ja tego nie robię hobbistycznie. Choć sprawia mi to ogromną radość, bo robię w końcu to co chcę. 

Jednak z tyłu głowy jest jednak ten zysk i pamięta się o tym.

– Zastanawiam się na ile ten obraz ma znaczenie dla klienta restauracji.
Mogą przygotować menu, które jest dostępne na lunch od poniedziałku do piątku i wrzucić na stronę, ewentualnie na facebooku w postaci samego tekstu. 

– Jeżeli współpracujemy z restauracją kompleksowo tj. świadczymy usługę PR’owo – marketingową, to nie ma obszaru, który nie jest zagospodarowany. 

Jesteśmy odpowiedzialni za facebooka, instagrama, wszystkie zdjęcia, projekty graficzne, za influencerów, za media relations, za całą zakładkę google bussines, tripadvisor to totalnie kompleksowa komunikacja. Jest ona w stanie przyciągnąć ludzi do restauracji, bo w dzisiejszych czasach ludzie po prostu kupują oczami. O to dbamy i przynosi to dobre rezultaty. 

Pamiętam przykład z zeszłego roku, kiedy jeden z restauratorów z którymi współpracuję postanowił, że otwiera drugie miejsce o podobne nazwie. Ten sam profil, podobne menu, ale w zupełnie innej dzielnicy Warszawy. Budżet reklamowy w przypadku restauracji nie jest kolosalnie duży, więc trzeba się naprawdę nagimnastykować, żeby miało to ręce i nogi. 
Poprowadziłam komunikację i tak rozpisałam strategię na miesiąc przed otwarciem. Restauracja otwierała się o godzinie 12. Przyszłam o tej 12-ej żeby zrobić zdjęcia i nie było nikogo. Byłam wtedy przerażona – „nikt nie wejdzie do restauracji, nikogo tu nie będzie i to będzie dla mnie porażka”. O godzinie 13-ej nie miałam już zupełnie gdzie stać. Wtedy byłam z siebie bardzo zadowolona. Podeszłam do restauratora i mówię „A widzisz, ten facebook jednak działa!”

Widzę na co dzień, że w momencie, kiedy zaczynamy z kimś współpracować i pracujemy przez miesiąc – dwa – trzy, to za każdym razem, kiedy tam przychodzimy, jest coraz więcej ludzi. I to jest szalenie budujące, bo w końcu wiemy po co to robimy.

– A co dokładnie przyniosło efekt w przypadku wspomnianej restauracji? Aktywność na facebooku? Jakie działania podejmowałyście? 

– Moim zdaniem nie ma czegoś takiego jak złota zasada „co dodawać, a czego nie dodawać”. Najważniejsza jest strategia. W przypadku restauracji bardzo dużą rolę odgrywa badanie całej dzielnicy. Ludzi, którzy tam mieszkają, zainteresowań, tego czym się zajmują. Składa się na to wiele czynników. Zresztą w każdej branży tak jest.

My nie działamy bez strategii. Po przygotowaniu dobrej strategii wychodzi nam jakie działania trzeba zastosować, żeby do tych ludzi trafić, jakimi przekazami trafić do osób z danej dzielnicy. 
Projekt o którym wspominałam był Żoliborz. Jest jedna część Żoliborza, która jest zamieszkana głównie przez rodziny z dziećmi. Plus na Żoliborzu są takie niuanse typu ludzie czytają najwięcej książek na Żoliborzu w całej Warszawie.

– A to jest ciekawe, bo ja czasami bywam na kawie w Secret Life Cafe obok jest taka wegetariańska knajpa, jak ona nazywa się?

Ósma Kolonia 

– Rzadko bywam na Żoliborzu, ale wystarczy, że wysiadam tam z auta i jestem w innym mieście. Trochę jest to spójne z tą charakterystyką Żoliborza, o której mówisz.  

– Żoliborz jest ogromny. Trzeba mieć świadomość, że inni ludzi mieszkają w kamienicach. Inni ludzie mieszkają w starym budownictwie. Tak naprawdę kluczowe jest zbadanie grupy docelowej. Grupa docelowa wszystko nam powie – czyli jak się z nimi komunikować, żeby to było po prostu efektywne.

– Nie jest to jedynie kwestia regularności postów w mediach społecznościowych?

– To też jest ważne. Tych czynników naprawdę jest bardzo dużo. I ciężko z tego wyciągnąć jedną prostą zasadę. Zależy też od restauracji np. czy ma codzienne promocje, które trzeba komunikować, czy jest restauracją casual dining, czy fine dining, czy bistro. Trzeb to po prostu dopasowywać do konkretnego typu miejsca.

– Możesz wyjaśnić ten termin?

– A ok 🙂 Dla wielu ludzi restauracja to po prostu restauracja. Ale restauracje dzielą się na różne typy restauracji. Jest znany fast food, który kojarzy się z McDonald’s. 
Ale są restauracje nazywany typem fine dining i to restauracje, które serwują najwyższą kuchnie, kelnerzy potrafią dobrać wino do dania, jednak jest to bardziej ekskluzywny typ restauracji. 

I w przypadku tego typu miejsc komunikacja jest zupełnie inna niż w przypadku bistro czy casual dining. Czyli miejsca która jest po prostu fajne – tak już generalizując. Jest fajnym miejscem, żeby spędzić czas. Ma trochę lepszą kuchnię niż po prostu zwykłe bistro, ale jednak jest to miejsce, do którego można pójść i z rodziną, i na randkę.

– Łączysz takie słowa food&lifestyle. Jak definiujesz branżę lifestyle i skąd pomysł, aby połączyć to określenie ze słowem „food”, które kojarzy się z kuchnią?

– To wyszło dość naturalnie, bo teraz podejście do jedzenia bardzo się zmieniło. I moim zdaniem samo określanie się jako Agencja Marketingu Kulinarnego nikomu nic nie mówi. 

Jedzenie stało się po prostu czymś więcej niż tylko jedzeniem. Ludzie idąc do restauracji nie wychodzą tylko po to, żeby zjeść tylko zwracają uwagę na wnętrze. Zwracają też uwagę na talerze, jak jest podane danie. Jaki jest cały o ten experience, który jest w tej restauracji.  Musi to przecież też dobrze wyglądać na Instagramie J Więc lifestyle naturalnie się z tym połączył. Nie chcieliśmy się zamykać na restauracje czy na branżę spożywczą, jako samą w sobie.  

Dobrym przykładem połączenia food i lifestyl’u jest catering dietetyczny. Jest to jedzenie, ale jest też rodzaj stylu życia. W komunikacji też to wychodzi. W momencie, kiedy komunikujemy jedzenie, czy komunikujemy wyjście do restauracji, czy zamówienie cateringu czy kupienie danego produktu spożywczego, to nie koncentrujemy się na mówieniu tego, że „słuchaj, jest taki produkt kup go, trzeba! Albo przyjdź, bo jest takie danie”. Musi być do tego zawsze wartość dodana, bo w dzisiejszych czasach bez wartości dodanej jest bardzo ciężko cokolwiek sprzedać.

– Co może być wartością dodaną z obszaru lifestyle, który przyciąga dziś do restauracji?

– Na pewno instagramowość miejsca. 

Nie do końca jestem pogodzona z rzeczywistością, ale jestem w niej więc muszę się z tym godzić. To jest to czy dobrze wygląda na zdjęciach i to jest bardzo ważne. Obsługa jest bardzo ważna i to w jaki sposób podchodzi do gościa. Choć w niektórych restauracjach Warszawy widać, że nie jest aż tak kluczowy aspekt.

Też ważne jest to, kto tam bywa. Jakkolwiek to nie brzmi, bo nawet w dobie influencerów widzimy, że jednak kiedy influencer pójdzie do restauracji i zarekomenduje to miejsce, to zwiększa się tam ruch. Po prostu. I tak samo jest w każdej marce. Nawet na przykładzie blogerek modowych. Nie pamiętam jaka blogerka, chyba sytuacja sprzed 3 lat – pokazała na instaragmie, że kupiła kredkę do ust. Trzy dni później była wykupiona w całej Polsce (śmiech). Więc jest to ważne.

– Chciałbym porozmawiać o dynamice mediów. Mam wrażenie, że dzisiaj jest delikatne przechylenie zainteresowania z facebooka na instagrama. Czyli z treści na obraz. 

Pojawiają się informacje, że liczba aktywnych kont na facebooku spada.
Z kolei rośnie ilość użytkowników na Instagramie. Wydaje mi się, że mocno rozwija się You Tube. Wolimy konsumować treści w przekazie video.

Jestem ciekawy Twojej opinii rozwoju mediów społecznościowych.

W perspektywie tych zmian, proszę powiedz w jakim kierunku może zmierzać twój biznes?

– To cały czas jest w ruchu. Cały czas ewaluuje. Co prawda ja nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że facebook umiera. Może dlatego, że ja jestem bardziej wyspecjalizowana w facebooku niż w Instagramie. Bo Instagramem zajmuje się u nas Ola Janiak, która czuje to lepiej niż ja. 

Facebook i Instagram to dwa zupełnie inne media. Tak jak z mojej perspektywy. Facebook jest bardziej sprzedażowy, a instagram wizerunkowy. To nie jest to miarodajne w przypadku każdej branży. Dlatego zrobiłam agencję, która jest wyspecjalizowana w danej branży, bo wychodzę z założenia, że jeżeli ktoś jest dobry we wszystkim, to nie jest dobry w niczym. 

Ciężko mi jest odnieść się do tego w perspektywie wszystkich branż. Wiem, że w mojej branży jest duże przeniesienie na instargam tyle tylko, że wszyscy teraz oglądają instastories i zwracają na to uwagę, ale nie zwracają uwagi na markę. A jednak facebook jest bardziej sprzedażowy. I nawet jeśli wyświetla się post sponsorowany, to człowiek chcąc nie chcąc, albo przejdzie na ten profil, albo bardziej to zapamięta. 

Kiedy jest to jeszcze powtarzalne to bardziej te treści do niego przemawiają.

– Porozmawiajmy o branży blogerów. Jeśli dobrze rozumiem, kiedyś byłaś bardziej aktywna jako bloger. Co dzisiaj dzieje się w sferze blogerów kulinarnych?

– Jest to popularna część rynku blogerskiego. Ja nie byłam jako bloger aż tak bardzo zaangażowana w blogerski świat. Robiłam to z jakiejś wewnętrznej potrzeby. Mój blog urósł do miana bloga, na którym można znaleźć przepisy bez mąki pszennej i cukru. Tylko na samym początku, kiedy zakładałam bloga i studiowałam wzornictwo ze specjalnością projektowania dla gastronomii tzw. food design, chciałem się dzielić specjalistyczną wiedzą z zakresu gastronomii. Wiedzy, które tak naprawdę nie ma. Ten rynek dopiero się rozwija pod kątem marketingu kulinarnego czy też samego dostępu do wiedzy. Mamy dostęp do wiedzy na zasadzie „jak ugotować bób, jak przygotować ramen”. Coś w tym stylu. A jak chciałem się dzielić czymś – trochę więcej. Dać trochę więcej z siebie. Odnośnie samej wiedzy z zakresu produktów, obróbki. Z tym tylko, że to wszystko tak szybko ewaluowało i tak rozkręciło się, że poszłam też w przepisy. Nawet do bloga podeszłam w taki sposób jak podchodzę do klientów. 

Czyli nie zrobiłam w ten sposób, że wymyśliłam sobie nazwę, kupiłam domenę i zaczęłam to robić. Tylko napisałam najpierw strategię komunikacji, rozpisałam grupę docelową. 

Podeszłam do tego tak jak pochodzę do każdej z marek, z którymi pracuję. I w sumie był to sukces, bo po pierwszym roku działalności miałam 20 tysięcy polubień na facebooku. Miałam bardzo dużo wejść na stronę, miałam bardzo dużo współprac. I podchodziłam do tego na zasadzie, że będę blogerem kulinarnym na pełen etat. I też nie do końca tak chciałam. Bo nie odnajdywałam się w tym tak bardzo, jeśli chodzi o świecenie swoją twarzą, albo mówienie na instastories. Czuję się dobrze w pisaniu, więc na tym koncentrowałam się. 

A teraz jak patrzę na blogerów kulinarnych to koncentrują się na dzieleniu się przepisami, ale też pokazywaniu siebie i mówieniu do ludzi, pokazują twarz i pokazują emocje. Dzielą się tak naprawdę większością swojego życia. 

To może był powód, że z tego się trochę wycofałam. Ale my współpracujemy z blogerami kulinarnymi na co dzień. Wiem, że oni są bardzo ważnym elementem naszego całego systemu marketingowego.

– Wracając do strategii. Jeśli ktoś z naszych słuchaczy myśli o wprowadzeniu swojego produktu z branży food na rynek. Produktu dystrybułowanego w sieci sprzedaży detalicznej, ale również do restauracji. To od czego polecałabyś rozpoczęcie pracy nad takim projektem?

– Od odpisania strategii (śmiech).

– Jaki powinien być pierwszy krok?

– Postawić przed oczami swój produkt i pomyśleć sobie „Jeśli byłby człowiekiem, to jakim byłby człowiekiem?” W momencie, kiedy opiszemy sobie cechy tego człowieka, tego tworu, którym jest produkt czy marka, to bardzo dużo mówi nam w jaką stronę można iść z komunikacją.

Druga rzecz, trzeba sprawdzić konkurencję to jest rzecz nadrzędna i to w jaki sposób komunikuje się, czego nie komunikuje, co robi źle, co robi dobrze. Powyciągać wnioski i na tej podstawie odnieść się do tego w swojej strategii.

– Zastanowić się czym różnić się od konkurencji? Czy szukać odpowiedzi na pytanie czy jest miejsce na kolejny produkt na rynku?

– Miejsce jest zawsze, moim zdaniem. Każdy produkt z dobrą komunikacją obroni się na rynku. 

Wydaje mi się, że jeśli chodzi o marki lub produkty które wypadają z obiegu, albo coś dzieje się nie tak, to jest spowodowane główne komunikacją lub sprzedażą. Dlatego też robi się audyty. Ale to są bardzo kluczowe rzeczy, jeśli chodzi o same cechy produktu. O to do kogo chcemy trafić, kim jest ta grupa, co lubi, czego nie lubi. Generalnie trzeba wiedzieć do kogo komunikujemy i komu chcemy sprzedać ten produkt.

W przypadku Studia ja rozpisywałam całą strategię komunikacji, strategię sprzedażową. Co prawda szewc bez butów chodzi. Po naszych social mediach nie widać tak dużego zaangażowania jak jest w przypadku naszych klientów. Ale tak jest generalnie zazwyczaj.

W momencie, kiedy to studio powstawało ja wiedziałam, komu chcę je „sprzedać”, wiedziałam do kogo chcę trafić. 

Zastanawiałam się w jaki sposób do nich trafić. Jakie są korzyści dodane do tego, że jednak ten ktoś zdecyduje się na nas, a nie na kogoś innego. Jest dużo czynników, które składają się na całą strategię, ale w momencie, kiedy strategia jest dobrze rozpisana i wiadomo do kogo się komunikujemy i w jaki sposób mamy się komunikować to to po prostu pójdzie.

– Jakim człowiekiem jest Studio Od Kuchni?

– Od Kuchni, jeżeli byłoby człowiekiem byłoby na pewno bardzo otwarte na ludzi i lubiłoby dobrze zjeść. Pewnie byłoby podobne do mnie i miałoby trochę skaz w postaci dużego umiłowania Netflixa. 

Byłoby kimś z kim zawsze można porozmawiać, przyjść i czymś bardzo przyjacielskim. Stąd też cały pomysł na cały wystrój i na komunikację. Nie jesteśmy sztywną agencją korporacyjną.

– W trakcie rozmowy obsługujesz klientów. Tak jest. To jest naturalne.

– Staramy się od samego początku wychodzić poza te ramy, przez które postrzegane teraz są agencje i studia. 

Kiedy studia po prostu są do wynajęcia, przychodzimy, wynajmujemy oddajemy i koniec. 

U nas kiedy klient czegoś potrzebuje i potrzeba coś dokupić, to ja nie widzę problemu. Jesteśmy na takim etapie. I jest to współpraca partnerska, a nie tylko agencyjna. 

– Wspominałaś, że Twoje miejsce jest „nieopatrzonym” miejscem. Domyślam się, że w telewizji „nieopatrzonym”. Jeśli pojawiają się cykliczne programy, to widzowie mogą być już znudzeni kuchnią, a u ciebie tak nie jest.

– Trochę tak jest. Jak np. współpracujemy z innymi agencjami, które nie mają takiej przestrzeni i wynajmują ją od nas pod różne produkty, to jednak jest ta powtarzalność kuchni w Warszawie jest dość duża. Plus ja jako pedant, jeśli chodzi o pracę (śmiech). Jestem bardzo konkretna. Staram się być. Kiedy widzę reklamę w telewizji, to już wiem w jakiej kuchni ona była zrobiona. 

To świadczy też o tym, że nie ma tych kuchni, aż tyle. Inaczej bym pewnie tego nie wyłapała.

– Jak będzie rozwijało się Studio Od Kuchni?

– Docelowo chcemy zbudować większy zespół. Taki zespół, który będzie mógł udźwignąć wszystko. Chcemy iść bardzo mocno w rozbudowę studia fotograficznego. 

Chcemy, żeby to miejsce kojarzyło się z czymś przyjemnym i żeby nie było postrzegane jako zwykłe studio. Ale rzeczywiście jako przestrzeń kreatywna, która skupia wokół siebie pasjonatów i marketingu i jedzenia i komunikacji. 

Też planujemy organizację małych eventów branżowych poświęconych komunikacji, marketingowi i całej ten branży. Tego brakuje i mi tego brakowało, bo nie miałam nigdy gdzie pójść na takie spotkania. 

Na pewno będziemy rozwijać się w tą kreatywną stronę, żeby nie być tylko kojarzonym jako Studio i Agencja.

– Jaka byłaby rola kolejnych członków zespołu w Od Kuchni?

– Jeżeli mielibyśmy silniejszy zespół to by mnie to mocno odciążyło. Teraz współpracujemy tak naprawdę w 8 osób, więc zespół mamy duży. 

Każdy kto jest w tym zespole, wie co robi i mogę na nim polegać. Zdaje sobie sprawę z tego, że cały czas uczę się na bieżąco delegowania zadań. Myślę, że kiedy zbudujemy naprawdę mocny zespół to będę mogła bardziej zająć się rozwojem tego wszystkiego niż rzeczami wykonawczymi. 

– Czy po kilku miesiącach działania na rynku kalendarz jest już zapełniony?

– Jest to nowa marka. Kalendarz nie jest tak zapełniony jak bym chciała, żeby był. Myślę, że jest to po prostu kwestia czasu i rzetelnej pracy. 

Jestem zadowolona, bo tak naprawdę w końcu robię to co chcę robić. Zdaję sobie sprawę z tego, że jestem dobra i zadaję sobie sprawę z tego, że nie mam dużej konkurencji. Wiem, że jest kilka miejsc tego typu w Warszawie, jeśli chodzi o studio. Nie ma połączenia Studia z Agencją, więc na tym się mocno koncentruje. Wiem, że jeśli chodzi o same agencje, które koncentrują się w mojej branży, to nie ma ich wiele i wiem, że wszystko przed Od Kuchni.

– Dziękuję za rozmowę. 


Studio Od Kuchni odkuchni.co
Studio Od Kuchni – instagram instagram.com/odkuchni.co
Studio Od Kuchni – facebook facebook.com/odkuchni.co